Trening podwójnie punktowany

lazy-dayDziś szczególny dzień. Żegnamy 2016. W zasadzie, to jeszcze bardziej szczególna będzie noc. Paru gramów alkoholu sobie nie odmówię – nie jestem przecież profesjonalistą, żeby aż tak dbać o formę i wyrzekać się zakrapianej zabawy. Jednak do rozpoczęcia imprezy jeszcze kilkanaście godzin, a ja już od dawna na nogach. Przedwcześnie zakończony sen, za sprawą uroczej córeczki, która dzisiejszy poranek miała szczególny. Szczególnie negatywny, rzekłbym.

Na wszelkie pomysły zabawy mogłem usłyszeć: „ne ne ne!” albo „mama mama”. 90 minut porannej zabawy zwykle mija mi szybko i przyjemnie, dziś – patrząc na pierwsze zdanie tego tekstu – szczególny dzień. Jego wyjątkowość polega też na tym, że w końcu trzeba spakować wszystkie potrzebne i mniej potrzebne bagaże i opuścić gościnne progi rodzinnego domu małżonki. Wszystko co dobre, kiedyś się kończy.

Jak już te progi opuścimy, czeka nas jeszcze ponadstukilometrowy dojazd do miejsca dzisiejszej imprezy, potem oczywiście szykowanie: zrobić się na bóstwo, przygotować jakieś przekąski, itd. Przypomnę, że dziś szczególny dzień… Także dlatego, że nie biegałem przez dwa ostatnie dni, a w nogach wciąż czuję (i to dość mocno) mój poprzedni trening, który wcale nie wydawał się jakość szczególnie wymagający. Łyda ciągnie, uda też niezbyt świeże. Co jest grane?

Jakby mało było argumentów, żeby nie wyjść na trening, to patrząc o poranku za okno, wcale nie jest kolorowo, niczym w piosence Hey – Mru Mru. Czyli: „za oknem minus pięć […] wiatr zrywa czapki z głów”. Czy następujący po tym tekst „nie kocham Cię już” dotyczy zaplanowanego na dziś treningu? Zapewne tak, bo dziś tej miłości do treningu mam „szczególnie” mało.

Jednak, gdzieś z tyłu głowy, mam zakodowane, że nie mogę dziś odpuścić. Choćby się waliło i paliło, tę godzinkę lub półtorej muszę wygospodarować i ruszyć swoje cztery litery. To właśnie w takie dni wygrywasz zawody z tymi, którzy ulegli, wybrali wygodną ścieżkę i zostali w domu. Możesz wypracować przewagę nad tymi, którzy stwierdzili, że z tak rozpoczętym dniem nic już nie da się zrobić. Zjem śniadanie, dam mu chwilę na przetrawienie i ruszam na pobliski pagórek robić podbiegi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *