unts-logo

Półmetek Warszawy Nocą właśnie minął

Jak tylko pojawił się kalendarz tegorocznego cyklu Warszawa Nocą, od razu w oczy rzuciły mi się trzy literki oznaczające teren trzeciego etapu. Jak dla mnie, etapu najciekawszego ze względu na swoisty powrót na „stare śmieci”. AWF okazał się z jednej strony całkiem przyjazny, z drugiej, momentami potrafił zaskoczyć. Czyli zupełnie jak na studiach 😉

Poza jedną dość sporą wpadką na początku zawodów, potem szło w miarę gładko i poruszałem się po trasie całkiem przyzwoicie. Muszę dodać, że minus dziesięć i miejscami kilkucentymetrowa warstwa śniegu lub zalodzone drogi wewnętrzne AWF wcale nie pomagały w osiąganiu super czasów.

Niby prosty przelot (źródło: unts.waw.pl)
Niby prosty przelot z trójki do czwórki… (źródło: unts.waw.pl)

Wpadka, o której wspomniałem dotyczyła pozornie prostego przelotu z PK 3 do PK 4 (na końcu relacji zamieszczam mapę, więc możesz zobaczyć, że akurat tam trudno nie było). Niby trochę lasku, ale super przebieżnego, bo zimą krzaków zbyt wiele po drodze nie sposób napotkać, a jednak nie lasek mnie zmylił, a zabudowania po mojej prawej stronie. Odcięło mi myślenie i za wcześnie zacząłem rozglądać się za punktem. Wydawało mi się, że powinien być położony prostopadle do końca bliższego, dobrze widocznego budynku, a nie na wysokości ogrodzenia nieco położonego nieco dalej, przez to mniej widocznego.

...w praktyce wyglądał tak :) (źródło: Google Maps / Garmin Connect)
…w praktyce wyglądał tak 🙂 (źródło: Google Maps / Garmin Connect)

Dobiegłem więc na miejsce gdzie wg mnie powinien stać punkt kontrolny, pokręciłem się nieco wte i wewte, ale nic poza stratą czasu to nie dało. Dopiero po około dwóch minutach zobaczyłem kilka światełek czołówki nieco na północ ode mnie i doznałem olśnienia – tam właśnie był punkt i tam powinienem go szukać…

Nie zniechęciłem się niepowodzeniem i ruszyłem z werwą do kolejnych punktów. Tutaj już hocków nie było – może dlatego, że teren był mi znajomy i od razu patrząc na mapę kojarzyłem prawie każdy z uczelnianych budynków. A to sala do gimnastyki, a to stadion lekkoatletyczny, boisko do rugby, pawilon sportów walki, stołówka, rotak, główny gmach, itd.

Chętnie bym sobie w myślach powspominał co działo się w każdym z nich, ale nie za bardzo był na to czas. Szybkie migawki dotyczące wydarzeń i ludzi musiały wystarczyć, a ja musiałem skupić się na pokonywaniu kolejnych metrów, żeby jak najszybciej pojawić się na mecie przy Hali Gier.

Pokonanie 6,75 kilometra zajęło mi 39 minut i 18 sekund. Do pary zwycięzców (Ilya Marchuk i Piotr Parfianowicz mieli ten sam czas) straciłem 9:15. Pozwoliło mi to zająć 14. miejsce w kategorii profesjonalistów, a tak wysoko jeszcze w UNTS-owych seriach chyba nigdy nie byłem. Owszem, stawałem na podium i nawet wygrywałem, ale w kategorii „zuchwałych”, gdzie konkurencja jest zdecydowanie niższa.

Tym razem, pomimo nieosiągnięcia tempa 5:30/km (było 5:48/km, a wyłączając krótkie postoje na podbijanie punktów osiągnąłem 5:44/km), które było moim celem, mam powody do zadowolenia. To dobrze nastraja, tym bardziej, że już niedługo najważniejszy styczniowy start, czyli Zimowy Maraton Świętokrzyski 🙂

AWF to bardzo przyjemny teren do biegania. Nieważne czy z mapą czy bez :) (źródło: unts.waw.pl)
AWF to bardzo przyjemny teren do biegania. Nieważne czy z mapą czy bez 🙂 (źródło: unts.waw.pl)

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *