KoRnO, czyli jeszcze jeden sukces z 2016 roku

Dekoracja najlepszych zawodników TP 15. (fot. Ola Wróblewska)
Dekoracja najlepszych zawodników TP 15. (fot. Ola Wróblewska)

Multimedalistą raczej nie jestem i nigdy nie będę. Tym bardziej w pamięci tkwią mi wszelkie moje sukcesy. Dlatego, pomimo że rzecz działa się w wakacje, to wciąż wspomnienia są żywe, tym bardziej, że był to sukces podwójny. Dlaczego?

Przede wszystkim liczył się fakt, że nie biegłem sam, tylko w towarzystwie. I to nie byle jakim! Do udziału w odbywającym się na Jurze KoRnO zaprosiłem swoją serdeczną koleżankę i świetną trenerkę, która nigdy wcześniej styczności z bieganiem z mapą nie miała. Często próbuję znajomych namówić na start i zdecydowanie za rzadko mi się to udaje. Tym razem poszło gładko. Po krótkim przedstawieniu sytuacji Ola powiedziała „jasne, możemy pobiec”. I tak też się stało 🙂

Nazwisko Oli (Wróblewska), może być w biegowym światku anonimowe, ale pod panieńskim nazwiskiem namieszała całkiem sporo. Do najważniejszych sukcesów można zaliczyć Mistrzostwo Polski w Półmaratonie. Czas 1h 14min z paroma sekundami jest dla mnie niewyobrażalny. Dla wielu czytelników pewnie też nie 😉 Wyczyn tym większy, że Ola na dystansie 21,095m biegła po raz… pierwszy. Pomimo, że obecnie sportową karierę już zakończyła, to wciąż nie schodzi poniżej pewnego poziomu sportowego, a jej poziom tkanki tłuszczowej może zawstydzić niejednego wyczynowca.

Znam swoje miejsce w szeregu, bo co prawda półmaratonu nigdy nie biegałem, ale słusznie wydawało mi się, że Ola jest o wiele lepszą biegaczką niż ja. Dlatego też podzieliliśmy role w naszym zespole: ja byłem od spraw „nawigacyjnych”, a Ola od „fizycznych”.

Organizatorzy, czyli sympatyczna ekipa Rowerowej Norki, oprócz tras rowerowych, przygotowali dwie trasy piesze: TP 15 (ok. 15 kilometrów, wg optymalnego wariantu) i TP 50 (analogicznie, ok. 50 km). Zdecydowaliśmy oczywiście, że nie będziemy szaleć i wystartujemy na tej krótszej trasie. Od momentu otrzymania map mieliśmy chwilę na ustalenie w którą stronę wyruszymy i na sygnał startera dość żwawo ruszyliśmy przed siebie nie oglądając się na innych. Prowadziliśmy stawkę i nie zamierzaliśmy tego prowadzenia oddawać.

Na trasie nie ustrzegliśmy się kilku drobnych błędów nawigacyjnych, co spowodowało, że przez pewien czas mieliśmy towarzystwo, ale potem udało zgubić się „ogon” i do bazy w Siedlcu (gdzie także była meta) dobiegliśmy triumfując. Ola świetnie wywiązała się ze swojego zadania, gdyż pilnowała, aby tempo zawsze było odpowiednie. Niby dawała mi czas na głębszy oddech, ale po chwili musiałem dostosować się go komendy „mocniej ręce” na podbiegu, czy „wydłuż krok i ciśniemy” na kolejnym ze zbiegów. Pilnowała też kiedy należy sięgać po picie czy jedzenie i uważam, że dzięki tym paru kruczkom techniczno-taktycznym, udało się urwać co najmniej kilka minut.

Czas zwycięzców, czyli nasz, to 1h 39min. Marcin Kasprzyk, który zajął trzecie miejsce, zameldował się na mecie około dwudziestu minut później. Kolejni przybiegali / przychodzili na metę w większych odstępach. Sporo osób start w tej imprezie traktuje zupełnie rekreacyjnie i spacerują po trasie, ale pomimo niewielkiej konkurencji, zwycięstwo cieszy. A drugi ze wspomnianych sukcesów, związany z Olą, to odzyskanie radości ze startów, o czym pisze w swojej relacji (https://mamuskabiega.wordpress.com/2016/08/28/bno-a-co-to-takiego/). Ta radość ucieszyła mnie bardziej niż zdobyte pierwsze miejsce!

Wyniki Kosmicznego Rajdu na Orientację (czyli w skrócie KoRnO) można znaleźć tutaj: http://rajdynaorientacje.rowerowanorka.pl/wyniki-korno-2016/

Uśmiechnięci na mecie. (fot. Ola Wróblewska)
Uśmiechnięci na mecie. (fot. Ola Wróblewska)

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *