unts-logo

Kolejny warszawski wieczór

Autor przy jednym z punktów kontrolnych. fot. L. Parfianowicz
Autor przy jednym z punktów kontrolnych. fot. L. Parfianowicz

W minioną środę miałem przyjemność wziąć udział w kolejnej edycji nocnego miejskiego biegania na orientację. Areną zmagań był Park Moczydło oraz sąsiadujące z nim osiedle, a organizatorzy, czyli warszawski klub UNTS, przygotowali trasę o długości blisko 9 kilometrów. Jak na standardy podobnych biegów, to było baaardzo długo.

Dystansem za specjalnie się nie przejmowałem, bardziej przykuwały moją uwagę detale, które ostatnio szwankowały, tj. brak koncentracji oraz złe oświetlenie – a to zbyt słabe, które nie pozwalało rozejrzeć się po ciemnej okolicy, a to zbyt mocne, które odbijało się od mapy i nie mogłem zbyt wiele na niej zobaczyć.

Tym razem organizatorzy zafundowali nam start masowy. fot. L. Parfianowicz
Tym razem organizatorzy zafundowali nam start masowy. fot. L. Parfianowicz

Skupiłem się maksymalnie od startu, nie myśląc, że przecież wszyscy biegną w tym samym kierunku (tym razem organizatorzy zaserwowali nieco rzadziej spotkany start masowy) do pierwszego punktu i zamiast lecieć w tłumie, niepotrzebnie zacząłem rozglądać się po mapie i okolicy. Później było już nieco lepiej, choć nie dane mi było ustrzec się kilku drobnych błędów.

Problem z oświetleniem rozwiązał się natomiast sam, bo pożyczone światło (dzięki Żulu!), które ponownie miało być zbyt mocne, zaczęło słabnąć w połowie dystansu ze względu na wyczerpującą się baterię, a do mety dobiegałem już praktycznie bez niego. Na szczęście otoczenie kilku ostatnich punktów kontrolnych było nieźle oświetlone i moje dodatkowe kilkadziesiąt lub więcej lumenów nie robiło już wielkiej różnicy.

Zaczynam ostatni tego wieczoru podbieg na Górkę Moczydłowską. fot. L. Parfianowicz
Zaczynam ostatni tego wieczoru podbieg na Górkę Moczydłowską. fot. L. Parfianowicz

Po Parku Moczydło biegało się super, szczególnie podbieg na Górkę Moczydłowską dawał w kość. Oprócz stromizny trzeba było kilka razy przedrzeć się przez chaszcze, co było całkiem zabawne. Jeszcze ciekawsze były lokalizację dwóch punktów kontrolnych w połowie stromego zbocza pokrytego warstwą błota. Pierwszy atakowałem z dołu, częściowo podpierając się czterema kończynami. Do drugiego docierałem kontrolowanym poślizgiem z góry. Udało się zachować czystą pupę, co nie było całkiem oczywiste 🙂

Może zdjęcie tego nie oddaje, ale było naprawdę stromo i ślisko. fot. Silne Studio
Może zdjęcie tego nie oddaje, ale było naprawdę stromo i ślisko. fot. Silne Studio

Podsumowując mój start, nabiegałem 9,52 km w średnim tempie 6:02/km. Niby niezbyt szybko, ale punktów do zaliczenia było aż 30, przy każdym trzeba się było na chwilę zatrzymać… Nie zmienia to faktu, że najlepszy, Piotr Parfianowicz, pokonał trasę w tempie ok. 4 min/km. Startów w BNO mam za sobą już „dziesiąt”, ale wciąż dziwię się jak można tak szybko się poruszać z mapą 🙂

Czas rywalizacji to prawie 57 minut, który dałby mi 29. miejsce, gdybym był sklasyfikowany. No właśnie, nie został mi zaliczony pierwszy punkt, mimo że na pewno przy nim byłem (być może chip nie zareagował prawidłowo). Będę się odwoływał, ale bez względu na efekty i tak uważam, że Warszawa Nocą to świetna zabawa dla każdego, kto lubi ruch i serdecznie polecam serię tych zawodów.

Mapa, po której biegaliśmy w środę. źródło: unts.waw.pl
Mapa, po której biegaliśmy w środę. źródło: unts.waw.pl

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Jedno przemyślenie nt. „Kolejny warszawski wieczór”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *